Witaj !

Mam na imię Magda i od lat zawodowo zajmuję się wnętrzami - bloguję, projektuję, a ponadto jestem założycielką
marki Mint Grey.

PRIVATE | Wszelkie Znaki Na Niebie I Ziemi…

PicMonkey-Collage2b_thumb[1].jpg

Muszę się z Wami tym podzielić.

W zeszłym tygodniu po raz pierwszy od blisko roku pojechałam na budowę. I po raz pierwszy od przeszło 3 lat, czyli odkąd ją porzuciłam,udało mi się spojrzeć na to mieszkanie przychylnym okiem. Po raz pierwszy od tego czasu podczas wizyty moje myśli nie krążyły wokół wizji mnie samej stojącej z młotem pneumatycznym po środku niedoszłej kuchni, tylko w głowie kołatała myśl – nie, nie jest tak źle. Ja to jeszcze uratuję, będzie pięknie.

Odsłoniłam podłogę w holu i kuchni, której kolor w mojej pamięci BUDYNIOWY – nieprawda! Piękny ten gres – bardzo jasny i w chłodnym odcieniu. Już naprawdę zapomniałam.

Weszłam do łazienki przy sypialni, która w mojej pamięci jest przedpotopowa, ciężka, zbyt strojna i zbyt angielska (ogólnie do skucia) – nieprawda! Jest naprawdę niezła. Spokojnie do wyprowadzenia ;)

Spojrzałam na sufity, o których przez te lata nawet myśleć nie chciałam, bo w myślach tych: dramat, żal i wstyd. Nieprawda! Może są trochę bardziej na bogato niż komuś by się mogło podobać, ale w całość powinny wpisać się fantastycznie. Jak to dobrze rozegram, mogą być prawdziwą ozdobą.

Wyszłam stamtąd jak na skrzydłach, jakby lżejsza. Jakby ogromny ciężar spadł z serca. Wyszłam z postanowieniem – tak, biorę się za to. Koniec wymówek. Za parę miesięcy będziemy tu mieszkać.

I wtedy zajrzałam do skrzynki pocztowej w telefonie, a tam zastałam wiadomość tej oto treści:

Magdaleno,

 

Po raz pierwszy zaczęłam pisać wiadomość do Ciebie w 2011 roku. Zniechęcona tym, co serwowała ówczesna prasa branżowa, zaczęłam szperać w sieci w poszukiwaniu wnętrz, do których podskórnie wzdychałam. Miałam dom, w którym mieszkaliśmy od 2007 roku i który wciąż nie był do końca urządzony. Miałam marzenia, które rodziły się z kadrów filmowych. Wraz z mężem sporo podróżowaliśmy po świecie i On zawsze powtarzał, że zachwycają Go dwa miejsca: w Europie – Rzym, a na świecie -  Nowy Jork. Kiedy polecieliśmy razem do Stanów zrozumiałam, że kadry z moich marzeń to właśnie Ameryka... Nie miałam jednak złudzeń co do realizacji mitycznego „amerykańskiego snu”. Polskie realia studziły emocje, ale... nikt nie zabraniał mi marzyć.

 

Kiedy wyszukiwarka Google zaprowadziła mnie na forum muratora, odkryłam „pokrewną duszę”.  To był marzec. Okolice pięćdziesiątej strony Twojego wątku. Rozważałaś kolory podłogi i sposób jej wykończenia. Nadrobiłam wcześniejsze strony i od tej pory towarzyszyłam Tobie na bieżąco.  Bardzo często miałam ochotę zalogować się, zabrać głos, wypowiedzieć się w kontrowersyjnych  kwestiach. Nie zrobiłam tego, bo klimat wokół Twojego wątku sprawiał, że z dystansem podchodziłam do niektórych odwiedzających Cię osób. Podziwiałam, jak dzielnie radzisz sobie z mało konstruktywną krytyką, z pięknie opakowaną zazdrością, a nawet zawiścią wyzierającą spomiędzy słów komentarzy. Zastanawiałam się wtedy, czy cechą tylko naszej polskiej narodowości jest takie postrzeganie ludzi, którzy chcą osiągnąć sukces... Zachwyciła mnie Twoja pewność siebie i tego, co robisz. Uśmiechałam się, kiedy pisałaś: „hello, to w końcu moje mieszkanie, a Wy chcecie martwić się bardziej ode mnie?” Kibicowałam Ci w pierwszym rzędzie.

Razem z Tobą przeżywałam „budyniowy” odcień kafli w łazience z konsolą (choć mam wrażenie, że tylko na zdjęciach taki wychodził), mokry marmur statuario, który rzeczywiście odbiegał wtedy kolorem od Twojej wizji, ostatnią sztukę wanny, której model wycofano, odcień marmuru crema marfil pod baterią wannową (OMG – ten kamieniarz był hitem!),  klejenie i kucie kafli w kuchni (Pan Stasiu musi mieć do Ciebie słabość;-) ), kiepskie malowanie okien w łazience, bidet i wc „nie do pary”,  wycofanie wełnianej wykładziny z LM... Z zapartych tchem śledziłam losy rozbudowy salonu, podrzucania czekoladek sąsiadom, zmiany projektu kuchni pod wpływem fotki znalezionej u admete, wybrzuszenia w podłodze w dobudówce...  Zachwyciłam się znalezionymi przez Ciebie fotelami (choć forum zareagowało wtedy typowo po polsku...) i zakupem witryny Selvy.  Śmieszyło mnie oburzenie forumowiczek, kiedy wstawiłaś stojącą lampę do WC lub kiedy chciały udowodnić Tobie, że salonowe kolumny (które przecież były zaznaczone już na pierwszych renderach) do NY Style nie pasują. Razem z Tobą głowiłam się nad niszą w kuchni, nad podciągami i ich obudową w salonie, nad kształtem opasek drzwiowych. Pamiętam dyskusję na temat wyższości zlewu jednokomorowego nad dzielonym i przyznaję... nie rozumiałam chęci przekonania Ciebie, że „Pani Marii będzie łatwiej zmywać”. Nie rozumiałam też polemiki dotyczącej tego, czy w Twoim regale bibliotecznym zmieści się wystarczająca ilość książek...

 

Magdo – wiele razy chciałam się odezwać... wiele razy zaczynałam pisać wiadomość do Ciebie. Czytając kolejne wieści z Twojego placu boju miałam dziwne przeczucie, że dopóki masz kłopoty, dopóki coś jest „nie tak”, chętnie Cię pocieszano. Ale... miałam też wrażenie, że tak naprawdę niektórym osobom „na rękę” było, że Twój „American Dream” nie będzie taki, jak się spodziewałaś. Podzieliłaś się na forum inspiracjami, projektami, pomysłami i często też życiem prywatnym. (BTW Uwielbiałam Twoje zdjęcia z Monaco i inne, do których Dziewczyny wzdychały, podziwiając stylizacje;-)) W zamian dostałaś krytykę ortografii i stylu, w jakim pisałaś. Gorzkie doświadczenie, ale... utwierdziło mnie w przekonaniu, że tych szczerych, życzliwych, jest jednak mniej, niż się nam wydaje. To był  2011 rok i początek 2012.

Kiedy ogłosiłaś: „otwieram sklep z wyposażeniem wnętrzarz”, forum zadrżało. Zbiegli się Ci, którzy gratulowali i Ci, którzy od razu prosili o rabat;-) W międzyczasie wątek zaliczył milion odsłon, a Ciebie nazwano forumową celebrytką. W całym tym zamieszaniu wciąż byłaś otwarta. Zastanawiałam się wówczas, co będzie, kiedy opadnie kurz po otwarciu Mint Grey’a. Ty stawałaś na rzęsach, by wysyłać lampy, a w międzyczasie zaczęły się pojawiać głosy o tym, że komuś nie do końca pasuje Twoja działalność...

Nie twierdzę, że dałaś forum znacznie więcej, niż dostałaś. Dziewczyny motywowały Cię przecież, robiły wizualizacje, szukały lamp, tapet, zastanawiały się razem z Tobą, jak wybrnąć z problemów. Uczestnictwo w forum na pewno pozwala poczuć, że nie jest się jedyną, która ma kłopoty, która zastanawia się nad wyglądem każdej śrubki, która analizuje najmniejszy detal. Kto, jak nie inni urządzający zrozumie, jak bardzo zdenerwować potrafi fachowiec, który usiadł na sypialnianym parapecie? Kto, jak nie inne estetki pojmie, że nie możemy przeżyć, że budowlańcy korzystali z naszego nowiutkiego WC? Znam te wszystkie bolączki, bo sama je przeżywałam. Miałam jednak jedną, największą. Byłam w tym wszystkim sama. W 2006 roku, kiedy budowaliśmy dom, nie trafiam na ożywione forum, nie było źródeł inspiracji takich jak pinterest, istagram, decorpad, houzz. Ale były marzenia, których nie porzuciłam.

Jak urządziłam dom? Niestety tak, jak było to możliwe dekadę temu... Dziś jestem świadoma, do czego powinnam dążyć. Staram się małymi kroczkami zmieniać moją codzienną rzeczywistość. A przede wszystkim nie przestaję marzyć.

 

W 2012 roku udowodniłaś mi, że warto sięgać wyżej. Kibicowałam Tobie i życzyłam, byś wytrwała. Kiedy więc po kolejnym roku wróciłaś na forum, by rozprawić się ze sprawą Karoli, byłam pod wielkim wrażeniem... Czytałam, jakimi zarzutami Cię obarczano i myślałam znowu: Jakie to polskie! Jakie to smutne! Sukces w naszym kraju nie jest mile widziany. Ciężka droga, która do niego prowadzi –  owszem. Bo trzeba się potknąć, a nawet upaść. Ale kiedy udowodnisz wszystkim, że podniesiesz się nawet po raz setny, kiedy wreszcie docierasz do punktu, w którym można delektować się efektami ciężkiej pracy – wtedy mieszają Cię  z błotem, umniejszają wartość, deprecjonują osiągnięcia. Wtedy chciałam napisać po raz kolejny, bo mam na koncie podobne doświadczenie... Wierzyłam jednak, że w Mężu, Hani i Rodzinie masz takie wsparcie, że nie załamiesz się.

 

Ale pozwól, Magdo, że dzisiaj szczerze napiszę, kim jesteś dla mnie. Jesteś Dziewczyną, dzięki której wiem, o czym marzę. Nazwałaś to, czego nie umiałam określić. Pokazałaś, w jaki sposób dążyć do realizacji stylu, o którym wcześniej niewiele mówiono.

Jestem obecna, kiedy umieszczasz nowe zdjęcia na instagramie, kiedy pojawiają się nowe wpisy na blogu (ostatnio przechodzisz samą siebie;-) ), kiedy na fb prezentujecie nowości z Mint Grey.

Chcę, byś wiedziała, że są wśród Twoich kibiców tacy, którzy od samego początku trzymają za Ciebie kciuki.

Życzę Ci, Magdo, byś zawsze wierzyła w siebie, w swoje pomysły, w spełnienie marzeń. Byś nie musiała planować corocznego ‘weekendy luksusu’ z Mężem, tylko mogła wieść luksusowe życie na co dzień. Byś wróciła do Waszego przepięknego apartamentu i ponownie znalazła w nim to, co widziałaś w 2011r.

Wierzę, że to będzie zachwycające mieszkanie!

Życzę Ci też, by zawsze otaczali Cię ludzie, którzy są tak po prostu szczerzy, prawdziwi.

Wszystkiego dobrego, Magdo Z :-)

Z pozdrowieniami,

Marta

Po pierwszych trzech zdaniach zjechałam na pobocze. Czytałam i z każdym kolejnym słowem łzy napływały mi do oczu. Wierzcie lub nie, ale ja w ogóle nie pamiętałam już tych zdarzeń. Zapomniałam, że to była ostatnia taka wanna ever, nie pamiętałam akcji z czekoladkami… Śmiałam się przez łzy, gdy to czytałam.

Nie umiem do końca opisać, jak się czułam po lekturze tego listu – wzruszona? spełniona? wyróżniona? doceniona? Chyba wszystko naraz. Ale najbardziej poczułam się wdzięczna. Wdzięczna losowi, że pozwolił mi odnaleźć własną drogę, że pozwolił mi robić coś co kocham, czynić tym dobro i tworzyć piękno wokół siebie. To niesamowite przeczytać i dowiedzieć się, jak ważne okazuje się to być dla innych. Jak komuś pomaga albo kogoś inspiruje.

Każdemu z Was życzę zaznać takiego uczucia. Każdemu z Was życzę, by choć raz w życiu usłyszał takie słowa pod własnym adresem. Niesamowite uczucie i ogromne wyróżnienie. Nieporównywalne z niczym innym. Normalnie życie zyskuje nowy wymiar ;) Dziękuję Marcie, że mogłam to usłyszeć <3 Dziękuję, że chciało jej się to wszystko napisać. Ot tak, bez powodu, bez celu. Naprawdę dziękuję <3

Moment w którym otrzymałam i przeczytałam ten list, jeszcze bardziej potęguje jego moc i wartość.

No cóż, zatem chyba już nikt nie ma wątpliwości – wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że wracam do gry a nasze mieszkanie - do łask ;)

___

PS Oczywiście uzyskałam zgodę od autorki listu na jego opublikowanie. Zrobiłam to, bo czułam, że muszę się z Wami tym podzielić – wiele(u) z Was jest ze mną od początku. Od czasów forum i śledziło moje poczynania długo jeszcze zanim powstał mój sklep czy blog. Pomyślałam, że dla Was również to może być coś fajnego, tak cofnąć się w czasie, przypomnieć sobie te wszystkie historie i dowiedzieć się, jak mogły być widziane z boku, z większego dystansu. To naprawdę kawał naszej wspólnej historii. Jestem szczęśliwa, że wiele(u) z Was było tam wtedy ze mną i jest ze mną tutaj aż do dziś.

PPS Nie oceniajcie proszę osobistych spostrzeżeń i refleksji Marty dotyczących pewnych zachowań na forum – to są jej subiektywne obserwacje i wnioski. Ja czułam i widziałam to często podobnie i myślę, że większość z Was także. Ale może znajdą się tacy, którzy mają zgoła odmienne zdanie albo czują się urażeni taką oceną. Niepotrzebnie, ale nawet jeśli tak jest, nie chciałabym tu widzieć publicznej polemiki na ten temat. Za to z chęcią porozmawiam o tym prywatnie.

PPPS Czy jest na sali ktoś, kto w ogóle nie wie o co chodzi? :p

BEST POLISH INTERIORS | Hampton Na Mokotowie

BEST POLISH INTERIORS | Hampton Na Mokotowie

MAKEOVER | Man's World, czyli New York Style w Męskim Wydaniu

MAKEOVER | Man's World, czyli New York Style w Męskim Wydaniu