Home Creations by Magda Z

PRIVATE | Wszelkie Znaki Na Niebie I Ziemi…

PicMonkey Collage2b

Muszę się z Wami tym podzielić.

W zeszłym tygodniu po raz pierwszy od blisko roku pojechałam na budowę. I po raz pierwszy od przeszło 3 lat, czyli odkąd ją porzuciłam, udało mi się spojrzeć na to mieszkanie przychylnym okiem. Po raz pierwszy od tego czasu podczas wizyty moje myśli nie krążyły wokół wizji mnie samej stojącej z młotem pneumatycznym po środku niedoszłej kuchni, tylko w głowie kołatała myśl – nie, nie jest tak źle. Ja to jeszcze uratuję, będzie pięknie.

Odsłoniłam podłogę w holu i kuchni, której kolor w mojej pamięci BUDYNIOWY – nieprawda! Piękny ten gres – bardzo jasny i w chłodnym odcieniu. Już naprawdę zapomniałam.
Weszłam do łazienki przy sypialni, która w mojej pamięci jest przedpotopowa, ciężka, zbyt strojna i zbyt angielska (ogólnie do skucia) – nieprawda! Jest naprawdę niezła. Spokojnie do wyprowadzenia ;)
Spojrzałam na sufity, o których przez te lata nawet myśleć nie chciałam, bo w myślach tych: dramat, żal i wstyd. Nieprawda! Może są trochę bardziej na bogato niż komuś by się mogło podobać, ale w całość powinny wpisać się fantastycznie. Jak to dobrze rozegram, mogą być prawdziwą ozdobą.

Wyszłam stamtąd jak na skrzydłach, jakby lżejsza. Jakby ogromny ciężar spadł z serca. Wyszłam z postanowieniem – tak, biorę się za to. Koniec wymówek. Za parę miesięcy będziemy tu mieszkać.

I wtedy zajrzałam do skrzynki pocztowej w telefonie, a tam zastałam wiadomość tej oto treści:

 

Magdaleno,

Po raz pierwszy zaczęłam pisać wiadomość do Ciebie w 2011 roku. Zniechęcona tym, co serwowała ówczesna prasa branżowa, zaczęłam szperać w sieci w poszukiwaniu wnętrz, do których podskórnie wzdychałam. Miałam dom, w którym mieszkaliśmy od 2007 roku i który wciąż nie był do końca urządzony. Miałam marzenia, które rodziły się z kadrów filmowych. Wraz z mężem sporo podróżowaliśmy po świecie i On zawsze powtarzał, że zachwycają Go dwa miejsca: w Europie – Rzym, a na świecie -  Nowy Jork. Kiedy polecieliśmy razem do Stanów zrozumiałam, że kadry z moich marzeń to właśnie Ameryka… Nie miałam jednak złudzeń co do realizacji mitycznego „amerykańskiego snu”. Polskie realia studziły emocje, ale… nikt nie zabraniał mi marzyć.

Kiedy wyszukiwarka Google zaprowadziła mnie na forum muratora, odkryłam „pokrewną duszę”.  To był marzec. Okolice pięćdziesiątej strony Twojego wątku. Rozważałaś kolory podłogi i sposób jej wykończenia. Nadrobiłam wcześniejsze strony i od tej pory towarzyszyłam Tobie na bieżąco.  Bardzo często miałam ochotę zalogować się, zabrać głos, wypowiedzieć się w kontrowersyjnych  kwestiach. Nie zrobiłam tego, bo klimat wokół Twojego wątku sprawiał, że z dystansem podchodziłam do niektórych odwiedzających Cię osób. Podziwiałam, jak dzielnie radzisz sobie z mało konstruktywną krytyką, z pięknie opakowaną zazdrością, a nawet zawiścią wyzierającą spomiędzy słów komentarzy. Zastanawiałam się wtedy, czy cechą tylko naszej polskiej narodowości jest takie postrzeganie ludzi, którzy chcą osiągnąć sukces… Zachwyciła mnie Twoja pewność siebie i tego, co robisz. Uśmiechałam się, kiedy pisałaś: „hello, to w końcu moje mieszkanie, a Wy chcecie martwić się bardziej ode mnie?” Kibicowałam Ci w pierwszym rzędzie.
Razem z Tobą przeżywałam „budyniowy” odcień kafli w łazience z konsolą (choć mam wrażenie, że tylko na zdjęciach taki wychodził), mokry marmur statuario, który rzeczywiście odbiegał wtedy kolorem od Twojej wizji, ostatnią sztukę wanny, której model wycofano, odcień marmuru crema marfil pod baterią wannową (OMG – ten kamieniarz był hitem!),  klejenie i kucie kafli w kuchni (Pan Stasiu musi mieć do Ciebie słabość;-) ), kiepskie malowanie okien w łazience, bidet i wc „nie do pary”,  wycofanie wełnianej wykładziny z LM… Z zapartych tchem śledziłam losy rozbudowy salonu, podrzucania czekoladek sąsiadom, zmiany projektu kuchni pod wpływem fotki znalezionej u admete, wybrzuszenia w podłodze w dobudówce…  Zachwyciłam się znalezionymi przez Ciebie fotelami (choć forum zareagowało wtedy typowo po polsku…) i zakupem witryny Selvy.  Śmieszyło mnie oburzenie forumowiczek, kiedy wstawiłaś stojącą lampę do WC lub kiedy chciały udowodnić Tobie, że salonowe kolumny (które przecież były zaznaczone już na pierwszych renderach) do NY Style nie pasują. Razem z Tobą głowiłam się nad niszą w kuchni, nad podciągami i ich obudową w salonie, nad kształtem opasek drzwiowych. Pamiętam dyskusję na temat wyższości zlewu jednokomorowego nad dzielonym i przyznaję… nie rozumiałam chęci przekonania Ciebie, że „Pani Marii będzie łatwiej zmywać”. Nie rozumiałam też polemiki dotyczącej tego, czy w Twoim regale bibliotecznym zmieści się wystarczająca ilość książek…

Magdo – wiele razy chciałam się odezwać… wiele razy zaczynałam pisać wiadomość do Ciebie. Czytając kolejne wieści z Twojego placu boju miałam dziwne przeczucie, że dopóki masz kłopoty, dopóki coś jest „nie tak”, chętnie Cię pocieszano. Ale… miałam też wrażenie, że tak naprawdę niektórym osobom „na rękę” było, że Twój „American Dream” nie będzie taki, jak się spodziewałaś. Podzieliłaś się na forum inspiracjami, projektami, pomysłami i często też życiem prywatnym. (BTW Uwielbiałam Twoje zdjęcia z Monaco i inne, do których Dziewczyny wzdychały, podziwiając stylizacje;-)) W zamian dostałaś krytykę ortografii i stylu, w jakim pisałaś. Gorzkie doświadczenie, ale… utwierdziło mnie w przekonaniu, że tych szczerych, życzliwych, jest jednak mniej, niż się nam wydaje. To był  2011 rok i początek 2012.
Kiedy ogłosiłaś: „otwieram sklep z wyposażeniem wnętrzarz”, forum zadrżało. Zbiegli się Ci, którzy gratulowali i Ci, którzy od razu prosili o rabat;-) W międzyczasie wątek zaliczył milion odsłon, a Ciebie nazwano forumową celebrytką. W całym tym zamieszaniu wciąż byłaś otwarta. Zastanawiałam się wówczas, co będzie, kiedy opadnie kurz po otwarciu Mint Grey’a. Ty stawałaś na rzęsach, by wysyłać lampy, a w międzyczasie zaczęły się pojawiać głosy o tym, że komuś nie do końca pasuje Twoja działalność…
Nie twierdzę, że dałaś forum znacznie więcej, niż dostałaś. Dziewczyny motywowały Cię przecież, robiły wizualizacje, szukały lamp, tapet, zastanawiały się razem z Tobą, jak wybrnąć z problemów. Uczestnictwo w forum na pewno pozwala poczuć, że nie jest się jedyną, która ma kłopoty, która zastanawia się nad wyglądem każdej śrubki, która analizuje najmniejszy detal. Kto, jak nie inni urządzający zrozumie, jak bardzo zdenerwować potrafi fachowiec, który usiadł na sypialnianym parapecie? Kto, jak nie inne estetki pojmie, że nie możemy przeżyć, że budowlańcy korzystali z naszego nowiutkiego WC? Znam te wszystkie bolączki, bo sama je przeżywałam. Miałam jednak jedną, największą. Byłam w tym wszystkim sama. W 2006 roku, kiedy budowaliśmy dom, nie trafiam na ożywione forum, nie było źródeł inspiracji takich jak pinterest, istagram, decorpad, houzz. Ale były marzenia, których nie porzuciłam.
Jak urządziłam dom? Niestety tak, jak było to możliwe dekadę temu… Dziś jestem świadoma, do czego powinnam dążyć. Staram się małymi kroczkami zmieniać moją codzienną rzeczywistość. A przede wszystkim nie przestaję marzyć.

W 2012 roku udowodniłaś mi, że warto sięgać wyżej. Kibicowałam Tobie i życzyłam, byś wytrwała. Kiedy więc po kolejnym roku wróciłaś na forum, by rozprawić się ze sprawą Karoli, byłam pod wielkim wrażeniem… Czytałam, jakimi zarzutami Cię obarczano i myślałam znowu: Jakie to polskie! Jakie to smutne! Sukces w naszym kraju nie jest mile widziany. Ciężka droga, która do niego prowadzi –  owszem. Bo trzeba się potknąć, a nawet upaść. Ale kiedy udowodnisz wszystkim, że podniesiesz się nawet po raz setny, kiedy wreszcie docierasz do punktu, w którym można delektować się efektami ciężkiej pracy – wtedy mieszają Cię  z błotem, umniejszają wartość, deprecjonują osiągnięcia. Wtedy chciałam napisać po raz kolejny, bo mam na koncie podobne doświadczenie… Wierzyłam jednak, że w Mężu, Hani i Rodzinie masz takie wsparcie, że nie załamiesz się.

Ale pozwól, Magdo, że dzisiaj szczerze napiszę, kim jesteś dla mnie. Jesteś Dziewczyną, dzięki której wiem, o czym marzę. Nazwałaś to, czego nie umiałam określić. Pokazałaś, w jaki sposób dążyć do realizacji stylu, o którym wcześniej niewiele mówiono.
Jestem obecna, kiedy umieszczasz nowe zdjęcia na instagramie, kiedy pojawiają się nowe wpisy na blogu (ostatnio przechodzisz samą siebie;-) ), kiedy na fb prezentujecie nowości z Mint Grey.
Chcę, byś wiedziała, że są wśród Twoich kibiców tacy, którzy od samego początku trzymają za Ciebie kciuki.
Życzę Ci, Magdo, byś zawsze wierzyła w siebie, w swoje pomysły, w spełnienie marzeń. Byś nie musiała planować corocznego ‘weekendy luksusu’ z Mężem, tylko mogła wieść luksusowe życie na co dzień. Byś wróciła do Waszego przepięknego apartamentu i ponownie znalazła w nim to, co widziałaś w 2011r.
Wierzę, że to będzie zachwycające mieszkanie!
Życzę Ci też, by zawsze otaczali Cię ludzie, którzy są tak po prostu szczerzy, prawdziwi.
Wszystkiego dobrego, Magdo Z :-)
Z pozdrowieniami,
Marta

Po pierwszych trzech zdaniach zjechałam na pobocze. Czytałam i z każdym kolejnym słowem łzy napływały mi do oczu. Wierzcie lub nie, ale ja w ogóle nie pamiętałam już tych zdarzeń. Zapomniałam, że to była ostatnia taka wanna ever, nie pamiętałam akcji z czekoladkami… Śmiałam się przez łzy, gdy to czytałam.
Nie umiem do końca opisać, jak się czułam po lekturze tego listu – wzruszona? spełniona? wyróżniona? doceniona? Chyba wszystko naraz. Ale najbardziej poczułam się wdzięczna. Wdzięczna losowi, że pozwolił mi odnaleźć własną drogę, że pozwolił mi robić coś co kocham, czynić tym dobro i tworzyć piękno wokół siebie. To niesamowite przeczytać i dowiedzieć się, jak ważne okazuje się to być dla innych. Jak komuś pomaga albo kogoś inspiruje.
Każdemu z Was życzę zaznać takiego uczucia. Każdemu z Was życzę, by choć raz w życiu usłyszał takie słowa pod własnym adresem. Niesamowite uczucie i ogromne wyróżnienie. Nieporównywalne z niczym innym. Normalnie życie zyskuje nowy wymiar ;) Dziękuję Marcie, że mogłam to usłyszeć <3 Dziękuję, że chciało jej się to wszystko napisać. Ot tak, bez powodu, bez celu. Naprawdę dziękuję <3

Moment w którym otrzymałam i przeczytałam ten list, jeszcze bardziej potęguje jego moc i wartość.

No cóż, zatem chyba już nikt nie ma wątpliwości – wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że wracam do gry a nasze mieszkanie – do łask ;)

mz2

PS Oczywiście uzyskałam zgodę od autorki listu na jego opublikowanie. Zrobiłam to, bo czułam, że muszę się z Wami tym podzielić – wiele(u) z Was jest ze mną od początku. Od czasów forum i śledziło moje poczynania długo jeszcze zanim powstał mój sklep czy blog. Pomyślałam, że dla Was również to może być coś fajnego, tak cofnąć się w czasie, przypomnieć sobie te wszystkie historie i dowiedzieć się, jak mogły być widziane z boku, z większego dystansu. To naprawdę kawał naszej wspólnej historii. Jestem szczęśliwa, że wiele(u) z Was było tam wtedy ze mną i jest ze mną tutaj aż do dziś.

PPS Nie oceniajcie proszę osobistych spostrzeżeń i refleksji Marty dotyczących pewnych zachowań na forum – to są jej subiektywne obserwacje i wnioski. Ja czułam i widziałam to często podobnie i myślę, że większość z Was także. Ale może znajdą się tacy, którzy mają zgoła odmienne zdanie albo czują się urażeni taką oceną. Niepotrzebnie, ale nawet jeśli tak jest, nie chciałabym tu widzieć publicznej polemiki na ten temat. Za to z chęcią porozmawiam o tym prywatnie.

PPPS Czy jest na sali ktoś, kto w ogóle nie wie o co chodzi? :p


MAKEOVER | Man’s World, czyli New York Style w Męskim Wydaniu

Tytuł 1c

Wiem, że na to czekaliście ;) Jakiś czas temu pokazałam zdjęcie z tej realizacje na Instagramie i spotkało się ono z naprawdę gorącym przyjęciem i licznymi prośbami o więcej zdjęć oraz pełną prezentację projektu.
Może najpierw parę słów o tym, jak to się zaczęło…

Na początku jesieni zostałam poproszona o pomoc w urządzeniu 90 metrowego mieszkania  mieszczącego się na 14 piętrze jednego z warszawskich apartamentowców. Mieszkanie kupione z drugiej ręki, gotowe, urządzone. I choć poprzedni właściciel nie oszczędzał (drogie, bardzo dobre jakościowo materiały i sprzęty), to jednak stylistyka mieszkania wiele pozostawiała do życzenia.

Gdy jego nowi właściciele odwiedzili mnie na Kopernika stwierdzili, że pięknie, tylko tak strasznie kobieco i że to nie dla nich, bo oni chcą “po męsku”. Po chwili udało mi się ich przekonać, że styl New York Classic wcale nie musi być kobiecy. Wystarczyło wskazać parę produktów czy mebli z naszej oferty i nakreślić obraz przestrzeni z ich użyciem. Ich decyzja była szybka i stanowcza – robimy to! Od ręki wybraliśmy stół, krzesła, lampy, sofy… pozostało zadecydować jak odmienić tę nieciekawą kuchnię i parę innych elementów stałych mieszkania (choćby półokrągłą ścianę) oraz dobrać kolorystykę.

:::

Kuchnię czekało najwięcej zmian, wiec od niej właśnie zaczniemy. Oto efekty naszej pracy:

PicMonkey Collage1

PicMonkey Collage2

DSC01100a_WM

DSC01064a_WM

PicMonkey Collage3

Ciekawi jesteście jak to wyglądało przed remontem? Uprzejmie przedstawiam:

B&A3aB&AB&A4aB&A6a

Zobaczcie jak fantastycznie w nową kolorystykę wpisał się poprzedni granitowy blat, który w poprzedniej realizacji przytłaczał przestrzeń. Zdawał się być zbyt smutny i ponury, a rudość frontów zbyt silnie wydobywała z niego bordowo-brunatne odcienie. Dzięki zestawieniu go z grafitem i bielą nabrał nowego wymiaru, doskonale z nimi kontrastuje i wygląda bardzo elegancko.

Zachowaliśmy układ kuchni dodając jedynie górne szafki. Swój lekko loftowy charakter zawdzięczają bardzo cieniutkim czarnym szprosom. Tradycyjne przeszklenia zamieniliśmy na lustra, dzięki czemu powiększyliśmy i dodatkowo rozświetliliśmy przestrzeń, a Właściciele nie muszą się martwic i nadmiernie zwracać uwagi na wyposażenie szafek ;)
Tak naprawdę jedyna zmiana w układzie szafek, to przeniesienie niżej mikrofalówki, tak, by rząd górnych szafek mógł dojść aż do końca długości ściany – wcześniejszy układ to uniemożliwiał.

Poprzednią mozaikę w niezbyt atrakcyjnym odcieniu brązu zamieniliśmy na białą mozaikę we wzór drobnej jodełki. Aby przełamać jej klasyczny charakter – położona została w poprzek.

Ogromną ozdobą i bohaterem kuchni jest nowy okap marki SMEG – czarny i matowy, czyli znowu męski akcent.

:::

Po drugiej stronie kuchni i stołu jadalnianego znajduje się salon.

DSC01032a_WM

DSC01037a_WM

Sofa LIVIA 1a mini1c

DSC01292a_WM

Zdjęcia były robione dosłownie parę dni po przeprowadzce. Jak łatwo się domyślacie – nie wszystko jest ukończone, wielu mebli i dodatków brakuje, choćby stolika kawowego (w planach był stolik FRENCH GLOSS), dywanu czy poduszek, a pod obrazem przy skośnej ścianie stanie konsola (NEWBURY, STEPHANIE, albo jeszcze coś innego – wszystko wyjaśni się niebawem).

Mieszkanie też nie było w żaden sposób stylizowane do zdjęć – oczywiście, mogłam przynieść torbę poduszek i przytachać dywan, by zdjęcia były jeszcze bardziej efektowne. Ale wybaczcie, wizyta była dość spontaniczna i nikt nie miał do tego głowy.

A tak to wyglądało przed metamorfozą:

B&A5aB&A

:::

A na koniec prezentuję metamorfozę sypialni. Nie chcę sobie przypisywać cudzych zasług, więc od razu dodam, że nie jestem jej autorem. Nie brałam udziału w jej współtworzeniu – to już w całości inicjatywa Właścicieli mieszkania. Gdy się do mnie zgłosili, była niemal gotowa, a co najmniej dokładnie zaplanowana. Ale jej transformacja również jest powalająca więc chcę ją Wam pokazać:

B&A1aB&AB&A2a

:::

Lista produktów użytych przy realizacji tego projektu:

Stół RICARDO 2

Krzesło_MANOLO_mini

Lampa wisząca MORGAN 2

Stół RICARDO
MINT GREY
kolor: Cacao

Krzesła MANOLO
MINT GREY
Tkanina z gr. B
wybarwienie nóg: ciemny orzech

Lampy wiszące MORGAN 2
MINT GREY

smeg_ka1va2_mini jodelka-biala-szkliwiona1 Sofa LIVIA 1a mini

Okap COLONIALE 90 cm
KA1VA2

SMEG
Kolor: czarny + srebrny

Mozaika MINI HERRINGBONE
White Shine

RAW DECOR

Sofy LIVIA
MINT GREY

Tkanina z gr. 2
wybarwienie nóg: wenge

Lampa_stołowa_MEGANE_mini Lampa FLORIS One-Pillow-MrMrs_Light-Grey-3

Lampa stołowa MEGANE
MINT GREY

Lampa podłogowa FLORIS
(w sypialni)
MINT GREY

Poduszka ONE PILLOW “Mr & Mrs”
Mr & Mrs Sleep

:::

2-3 godziny w restauracji, parę zapisanych i zarysowanych kartek papieru i jeden mail z linkami do produktów, kolorów i inspiracji a potem stały kontakt telefoniczny – tyle wystarczyło, by powstał ten fantastyczny projekt. Można rzec, że powstał dosłownie na kolanie.

Dlaczego jest takim sukcesem i dlaczego się z niego tak Cieszę? Bo Inwestor wysłuchał moich rad od A do Z. Zrobił dokładnie to, co sugerowałam, zrealizował moje pomysły niemal w 100%. A to prawdziwa rzadkość.
Do tej pory za każdym razem projekt, który tworzyłam, ostatecznie okazywał się być bardziej projektem Lepiej-Wiedzącego-Inwestora niż moim, więc i rezultaty nie były tak dobre.
Bo należy pamiętać o tym, że gdy już decydujemy się poprosić o pomoc, powinniśmy obdarzyć projektanta zaufaniem. W innym wypadku projekt skazany jest na niepowodzenie.

Jestem ciekawa jak Wam się podobają rezultaty tego przedsięwzięcia?

mz2

 

Wszystkie zdjęcia publikowane w artykule (oprócz zdjęć produktowych i zdjęć pochodzących z homebroker.pl) są mojego autorstwa i zabrania się ich kopiowania oraz rozpowszechniania bez zezwolenia.


SHOPPING | New In From H&M Home, SALE

DSC04508_WM1

Parę dni temu nadarzyła się okazja by zajrzeć do H&M w Klifie, a jak zapewne wiecie, tam właśnie znajduje się jedyne w Warszawie (i nieliczne w Polsce) stoisko linii dla domu H&M HOME. Nie omieszkałam z okazji skorzystać. Co tu dużo gadać – fajne tam rzeczy można znaleźć. Jak się samemu prowadzi sklep wnętrzarski, to trochę inaczej robi się zakupy u konkurencji ;) Człowiek jakby bardziej powściągliwy… Ale udało mi się coś kupić. A nawet rzecz jedną upolować z rabatem :p

Po pierwsze kupiłam taki oto dozownik do mydła:

   hmprod4

 

H&M | Szklany dozownik, 20 zł (39,90 zł)

Miałam upatrzony już dawno na stronie, ale jakoś tak klikać sam dozownik…? Bałam się też o jakość, a ta na żywo mile mnie rozczarowała. Niby nic specjalnego, ale mnie zachwyciła właśnie jego prostota i neutralność.
W przyszłej kuchni będziemy mieć zlew na wyspie, więc nie planuję nic przy nim trzymać (żadnych szmatek, szczotek, ani innych gadżetów), tylko dyskretny dozownik właśnie. Totalnie neutralny i prosty. A że planuję w kuchni złote dodatki – będzie jak znalazł. Cieszę się z niego jak dziecko :D
Ach, dodam tylko, że po rabacie kosztował równo 20 zł. Cieszy tym bardziej ;)

Ale jeszcze bardziej się cieszę z drugiego zakupu:

hmprod1

H&M | Pojemnik z kamionki, 59,90 zł

Kamionkowy pojemnik ze złotą szyszką na pokrywce – cudo nad cudami <3 Nabyłam dwa, postawiłam w salonie i gapię się godzinami ;)

PicMonkey Collage 4

:::

Jak Wam się podobają moje zakupy? I moja nowa aranżacja na półce nad grzejnikiem? Widzicie te książki? To nie jest przypadek. Coffee Table Books w praktyce ;)

 

PS Tak wiem, szaleństwo. Trzeci wpis w ciągu tygodnia. Takich cudów tu jeszcze nie było… Nie wiem co się ze mną dzieje… dojrzewam? ;) Trzymajcie kciuki, bym zachowała zapał na dłużej!
A jak mi się uda jeszcze puścić post z metamorfozą przed końcem tygodnia… o matko, to chyba jakaś nagroda mi się będzie należała?! Nie wiem, 100 komentów pod postem, 300 lajków na fejsie? Wymyślcie coś by mnie zmotywować do utrzymania takiej formy ;)

A tak poważnie, to chyba po prostu dobry znak. Znów zaczął mnie interesować temat mojego domu i cokolwiek poza MG. Zaczynam znowu myśleć co i jak, projektować na nowo, rozmawiać z fachowcami… jeśli kolejne inwestycje/remonty/zawirowania zawodowe nie pokrzyżują planów, to nasze mieszkanie i cały ten wykończeniówkowy temat mają szansę na wielki comeback jeszcze w tym kwartale. Za to też proszę trzymajcie kciuki ;)

mz2


SHOPPING | White Desk For A Girl, Czyli Biurkowe Dylematy.

PicMonkey Collage 2f

Tego jeszcze nie było w historii mojego bloga – dwa wpisy dzień po dniu – zdjęcie, w ramkę i na ścianę ;)

Ale sprawa niecierpiąca zwłoki… rady potrzebuję, więc piszę…

Jak może wiecie, a może nie wiecie, od dawna żyjemy w zawieszeniu. Porzuciliśmy wykończeniówkę (nikt już nie pamięta dokładnie w jakich dokładnie okolicznościach przyrody i dlaczego) i od lat nieudolnie i bez entuzjazmu próbujemy wrócić do tematu (nikt nawet nie może zrozumieć, dlaczego tak opornie nam to idzie). W każdym razie efekt jest taki, że w wynajmowanym mieszkaniu (niemałym, niebrzydkim, ale jednak niewłasnym) mijają nam kolejne dni, tygodnie, miesiące i lata… a majacząca z tyłu głowy i powtarzana jak mantra kwestia, że przecież już za chwilę MUSIMY  się stąd wynieść ma jeden skutek – żyjemy już jak na melinie – 2. rok nie wymieniamy pękniętej nad blatem w kuchni szyby, 3. rok nie przyklejamy zbitego na drzwiczkach w toalecie lustra, 4. tydzień nie przyklejamy listwy przysufitowej, która zwyczajnie się urwała i kolejny miesiąc nie przemalowujemy mieszkania, choć po blisko 8 latach naszego życia tutaj, ściany wołają o świeżą farbę jak o łyk wody na pustyni.
PS Hanka parę dni temu napisała na ścianie za sofą DOM. Zielonym flamastrem. Słodko prawda ;) Zastanawiacie się czemu tak mało zdjęć z naszego DOMU? To już wiecie – muszę się nieźle nagimnastykować chcąc wrzucić zdjęcie kota na Instagram – nasza sofa jest przetarta w 5 miejscach. Ale przecież NIE MOŻEMY jej wymienić. To nie miałoby sensu, bo ZARAZ przecież będzie potrzebna nowa do NOWEGO DOMU ;)
I tak oto szewc bez butów chodzi…

Ale ja nie o tym dziś chciałam. Przynajmniej nie bezpośrednio.

:::

Są jednak sprawy niecierpiące zwłoki. Np. biurko dla dziecka. Co z tego, że za chwilę będzie potrzebne nowe, idealnie pasujące we wnękę między regałami, najlepiej zrobione na wymiar, mające służyć przez lata, skoro dziecko potrzebuje biurka tu i teraz. Nasza pierwszoklasistka nie może dłużej odrabiać lekcji* przy niskim stoliku z Ikea, nawet jeśli przy tym stoliku siedzi na designerskim transparentnym “ghost’cie” ;)

Wprawdzie nie robiłam noworocznych postanowień, ale temat biurka, przeniesiony jeszcze ze starego roku, postanowiłam zamknąć jak najszybciej z początkiem nowego.

Naturalnym i oczywistym jest, że nie chcę na ten tymczasowy z założenia mebel wydać majątku. Zatem cena to pierwsze kryterium wyboru. Drugie, to szerokość biurka – nie może być dłuższe niż 100 cm, a to spore ograniczenie. Małe biurka na rynku to z reguły 120 cm. Trzecie kryterium to kolor – biurko musi być białe. No i najlepiej, żeby było gotowe – nie mam za bardzo czasu, siły ani energii na projekty DIY. A że sprawa pilna, podzlecenie wykonania stolarzowi czy innemu fachowcowi raczej odpada.

Pozostało przemierzyć internety, czym skrupulatnie się wczoraj zajęłam. Wybór dla białych biurek do 100 cm naprawdę jest skąpy. Logika pierwsze kroki nakazywałaby stawiać w stronę Ikei, ale tam tylko jeden zestaw biorę pod uwagę:

klimpen-nipen-sto-z-szufladami-bia-y__0358139_PE546352_S4b

IKEA | Biurko KLIMPEN/NIPEN, 659 zł

Problem polega na tym, że biurko ma 120 cm. Musielibyśmy kombinować i sztukować je z blatem od tego stolika. Co za tym idzie cena wzrosłaby o kolejne 79 zł (razem 738). Ale nie to jest największym problemem, tylko to, że na nogi zostanie dziecku jeszcze 20 cm mniej. Obawiam się, czy to w ogóle może być wygodne? Czy taka komódka pod blatem w ogóle wchodzi w grę?


Kolejne biurko znalezione w sieci:

klimpen-nipen-sto-z-szufladami-bia-y__0358139_PE546352_S4a2

ACTONA | Biurko Writex, ok. 690 zł

Z początku wydawało mi się zbyt nowoczesne. W sieci niestety jest bardzo mało zdjęć aranżacyjnych tego mebla, ale te dwa chyba mnie do niego przekonują:

PicMonkey Collage 3c

Edit: Na załączonych zdjęciach tego nie widać, ale to biurko ma wielką szufladę. To chyba istotna informacja, bo większość głosów na  nie NIE dotyczyła właśnie braku szuflady. A ta akurat jest, i to naprawdę spora, więc kolejna rzecz na plus i ZA :)


Trzecia propozycja to miłość od pierwszego wejrzenia. Ideał. I ta półeczka… Stałoby już u nas, gdyby nie jeden szkopuł… Choć kolekcja jak najbardziej dostępna w Polsce, to niestety z drobnym wyjątkiem – everything but the desk :/ Możesz wybrać regał, komodę, szafkę pod telewizor… wszystko o czym marzysz, ale biurka nima :( I ponoć nigdy go u nas nie było… za to dostępne jest w Szwecji.

klimpen-nipen-sto-z-szufladami-bia-y__0358139_PE546352_S4a4a

JYSK | Biurko AULUM, ok. 550 zł + koszt wysyłki

Byłoby nieosiągalne, gdyby nie drobny fakt – mam koleżankę w Szwecji ;) Problemem pozostają koszty transportu – aż 250 zł na terenie Szwecji (niesamowite, prawda? Bardzo drogo!) i prawie 200 zł koszt transportu do Polski. Razem prawie 1000 zł, choć wartość biurka to ok. 500-600 zł.

:::

I co teraz? Błagam, pomocy! Stoję z tematem i nie mogę się zdecydować.  Warto w ogóle zawracać koleżance głowę tym “szwedzkim” biurkiem? Szarpać się z tym transportem? Czy jednak to środkowe fajniejsze? A może postawić na poczciwą Ikeę? Ktoś ma ten model? Może polecić? Liczę, że coś mi podpowiecie. Bardzo na to liczę…

indeks

Wasza na zawsze

mz2

 

No tak. A zaraz kolejny problem… jakie krzesło do biurka? ;)


*Mocne uogólnienie i nadużycie – w naszej szkole nie ma zadań domowych, więc dziecko nie jest skazane na ich odrabianie przy tym małym stoliczku. Gdyby tak było, na pewno zabralibyśmy się do tematu znacznie wcześniej. Ale choć do nauki nie gonione, to i tak spędza przy nim sporo czasu, wciąż coś wycinając, klejąc, malując i rysując.


...23456...1020...